Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Polish (Poland) English (United Kingdom) German (Germany)


Rosarium PDF Drukuj

Kiedyś nie lubiłam róż - wydawały mi się zbyt zbanalizowane i wręcz kiczowate. Dopiero gdy poznałam szkółkę p. Walkiewicza w Pobiedziskach, a później kilka innych podpoznańskich szkółek (bo okazało się, że mój ogród znajduje się w centrum „zagłębia różanego” produkującego rocznie ok. 2,5 miliona krzewów), gdy zaczęłam tam jeździć w porze ich kwitnienia i mogłam chodzić po kwitnących i pachnących polach różanych w niczym nie różniących się (z wyjątkiem rodzaju rośliny) od pól tulipanowych Holandii, zaczęłam podziwiać ich niespotykaną różnorodność. Oczywiście zaczęłam czytać, a potem kolekcjonować fachową literaturę. Zaczęłam też w podróżach zbaczać do słynnych rosariów - zachwyciłam się francuskim Bois de Boulogne i L’Hay les Roses, a także zrobionym w innym stylu rosarium w Dortmundzie - co spowodowało, że zaczęłam chcieć je mieć u siebie).

 

Oczywiście w stylu francuskim: bardzo regularne, okolone szpalerem z bukszpanu rabaty (tzw. „życie” skorygowało później ten plan z powodu jego pracochłonności - bukszpan pozostał tylko na 4 centralnych rabatach). Miał być formalny, z okrągłym basenem w centrum i z wodotryskiem. Kiedy wytyczyliśmy z mym najstarszym synem miejsce pod rosarium był listopad, śnieżył śnieg i hulał wiatr na tym pustkowiu i nawet nam trudno było sobie wyobrazić, że w tym miejscu będą kwitnąć róże.

 

Pół roku później obsadziłam teren rosarium żywopłotem z ligustru wąskolistnego (zawsze od tego zaczynam). Zrobiłam to wielkim nakładem trudu i kosztu, ale ta odmiana nie radziła sobie tu i musiałam posadzić nowy pas żywopłotowy: z modrzewia, który świetnie się w tej roli sprawdził. Dziś, regularnie podcinany tworzy gęsty pas, choć niektóre wypadają, bowiem co dorodniejsze okazy sięgają korzeniami do nieprzepuszczalnych warstw podłoża. W takim wypadku sadząc raz jeszcze w tym miejscu nowe drzewo aby uzupełnić lukę, trzeba przebić się przez grubą warstwę marglu, dać warstwę drenażu z piasku, nowa ziemię i dopiero wtedy je posadzić. Taki jest stopień trudności na tym terenie, choć czasem 1-2 m dalej struktura gleby jest już zupełnie inna.

 

W lecie 2005 r. mój najmłodszy syn Maximilian postanowił: zaczynamy rosarium i przez 3 godziny (!) wykopał zgrabny centralny basen (ukończony dopiero w 2009 r.). Ale otwór był i wyznaczył nam osie rosarium, więc można było zacząć planować obsadzenia.

 

Początkowo niewyraźny zamysł zaczął nabierać ciała. Był taki zimowy dzień, gdy usiadłam rano do planowania ogrodu i robiłam to - z krótką przerwą na jedzenie poświątecznych zapasów - do 1.00 w nocy, bo czynność ta (przecież nie praca!) była dla mnie tak fascynująca, ze nie mogłam się od niej oderwać. Zrobiłam wtedy cały plan rabat, (oczywiście jeszcze później modyfikowany, ale już niewiele). Miałam problem z doborem odmian, bo idealnie byłoby NAJPIERW je zaplanować, a potem zakupić. Ja jednak musiałam liczyć się z realiami, z tym co można u nas zdobyć - i tu z wręcz niewiarygodną pomocą służył mi wspomniany juz szkółkarz z Pobiedzisk: p. Szczepan Walkiewicz.

 

Ziemia w rosarium - choć to mój najlepszy kawałek, bo „aż” IV b - jest kiepska: rosły tam wcześniej w dużych ilościach maślaki, dlatego też każdą rabatę na początku bardzo dokładnie przekopywałam i wprowadzałam kompost.

 

Pierwsze rabaty powstały dość przypadkowo: po prostu z tych odmian, którymi dysponowałam. Potem zaczęłam planować rabaty starych róż francuskich, róże botaniczne, parkowe, tzw. angielskie róże Davida Austina. Potem kolorami: kolejno czerwone, białe, apricot, róż, oranż, niebieskie (często bardziej magenta). Że muszą być girlandy i trejaże różane wiedziałam od początku mając w pamięci Bois de Boulogne i wrażenie, jakie na mnie zrobił. Zrobiłam więc taką aleję po lewej stronie różanki prowadzącą do altany różanej, która powstala jak prawie wszystko inne - własnym sumptem.

Jak? Otóż dowiedziałam się, że w zaprzyjaźnionej szkółce likwidowane są w duże szklarnie. Ich solidne metalowe konstrukcje wędrowały na złom, a więc i ja kupiłam je po cenie złomu. Przewiozłam je moim autem (koszty transportu = zero) i przez zimę syn oczyścił je z rdzy, a później ja pomalowałam je farbą. Wiosną zabetonowaliśmy je i poskręcaliśmy, a z pozostałych zrobiliśmy szkielet 2 sześciobocznych altan.

 

Potem konstrukcje te wypełniliśmy drewnianymi trejażami – ściankami robionymi również własnym sumptem wg wymyślonego przeze mnie schematu, gdyż te dostępne w sklepach były za drogie, nie pasowały rozmiarami, a przede wszystkim nie podobały mi się. Altany będą oplecione różami i stoją w nich ławki.

 

Choć posadzone odmiany są w większości „powtarzające”, chciałam, aby Rosarium było piękne także poza porą kwitnienia kwiatów - stąd symetria i formalne rozplanowanie różanki podkreślone stożkami żywotników „Szmaragd”, kulami bukszpanu i rzeźbami.